Naszym lasem była polska wieś

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
“Myśmy go traktowali jak ojca, jeszcze lepiej chyba. Poszlibyśmy za nim w ogień” – opowiadał po latach jeden z jego podkomendnych. Był idealnym przykładem tego, że wolna Polska była państwem dla wszystkich.

Syn blacharza spod Tarnobrzega, Jana Dekutowskiego, najmłodszy z dziewięciorga rodzeństwa urodził się w 1918 r. Miał zaledwie kilka lat, kiedy na wojnie polsko-bolszewickiej poległ jeden z jego starszych braci. W wolnej Polsce młody Dekutowski ukończył tarnobrzeskie Gimnazjum i Liceum. Związał się z harcerstwem, działał w Sodalicji Mariańskiej. Maturę zdał w 1939 r. zamierzał rozpocząć studia, ale uznał, że czas wymaga innego egzaminu dojrzałości. Zgłosił się do wojska na ochotnika. Po kampanii wrześniowej przedostał się do Francji i walczył w jej obronie. Potem już w Anglii z wyróżnieniem ukończył Szkołę Podchorążych Piechoty.

Mógł zostać żołnierzem regularnej armii, ale wiosną 1942 r. zgłosił się do służby w trudniejszych warunkach w szeregach formacji specjalnej- cichociemnych. Przeszedł specjalne szkolenia dywersyjne. We wrześniu 1943r., dokładnie w 4 rocznicę sowieckiej agresji na Polskę, został zrzucony do kraju.

Miał 25 lat, kiedy objął funkcję szefa Kedywu w Inspektoracie Rejonowym AK Lublin-Puławy. Kiedy przybył do oddziału, ludzie byli zaskoczeni. Nie wyglądał na komandosa. ,,Taki nieduży, niepozorny, szczuplutki” – mówił Marian Pawełczak ,,Morwa”.Szybko jednak dał się poznać jako solidny dowódca. ,,Bardzo opanowany, bardzo spokojny, bardzo zrównoważony. Z miejsca nabrałem do niego pełnego zaufania” – wspominał Bogumił Adamski ,,Tygrys”. Osobiście uczestniczył w kilkudziesięciu akcjach zbrojnych oddziału. W jednym ze starć z Niemcami został ranny. Karał zdrajców i konfidentów, zwalczał niemieckie próby kolonizacji Zamojszczyzny.

NOWA OKUPACJA

W czasie realizacji akcji ,,Burza” na Lubelszczyźnie jego oddział – jako1 kompania 8 pułku piechoty Legionów AK – zapewniał ochronę sztabu okręgu.

Wkroczenie Armii Czerwonej szybko okazało się nową formą okupacji. ,,Jeszcze krew nie oschła, a druga już zaczęła się lać. Bo (Rosjanie) już zaczęli aresztować. Mieli gotowe listy, wiedzieli co i jak. (…) Jak już NKWD weszło to przecież zaczęło masowo łapać, rozstrzeliwać” – mówiła podkomendna Dekutowskiego Izabela Kochanowska ,,Błyskawica”. Jak wspominał jeden z ubowców, ,,nasycenie wojsk (sowieckich) było tak olbrzymie, że oni (akowcy) nie mieli nawet możliwości, jak to się mówi, kichnąć głośno, bo zlikwidowano by ich fizycznie. (…) Każda wioska była pełna wojsk armii radzieckiej”.

Nakazano więc demobilizację żołnierzy z oddziałów partyzanckich. Dekutowski swój oddział rozwiązał, ale już po kilku miesiącach wobec bezwzględności sowieckich akcji pacyfikacyjnych konieczny był powrót do lasu. ,,Właściwie jedyne miejsce, gdzie było jakieś bezpieczeństwo, to było w oddziale (partyzanckim)” – dodawała Kochanowska ,,Błyskawica”. Jednocześnie chodziło o złamanie atmosfery bezkarności bezpieki i NKWD. Na początku 1945 r. ,,Zapora” w porozumieniu z Komendą Okręgu AK Lublin objął dowództwo oddziału samoobrony.

Wiosną 1945 r. niemal w całym kraju doszło do swoistej ofensywy podziemia niepodległościowego. Jedną z głośniejszych akcji ,,Zapory” byo wykonanie wspólnie z oddziałami ,,Podkowy’ i ,,Mata” zajęcie Janowa Lubelskiego (27 kwietnia 1945 r.). Partyzanci zdobyli posterunek milicji, więzienie UB, zaatakowali kwatery sowieckich instruktorów NKWD. Wykonali wyrok śmierci na jednym z ubowców. Likwidacje bezpieki miały być aktem sprawiedliwości, ale też ostrzeżeniem dla innych funkcjonariuszy. ,,Człowiek szedł z przekonaniem, że ten człowiek tyle zła uczynił drugim, że nie mógł być w stosunku do niego miękkim” – mówił o likwidowaniu ubowców Bogumił Adamski ,,Tygrys”.

MAJOR ,,ZAPORA”

Z 1 czerwca 1945 r. ,,Zapora” został mianowany przez komendę lubelskiego Inspektoratu Delegatury Sił Zbrojnych dowódcą wszystkich oddziałów partyzanckich na tym terenie. Jednocześnie otrzymał awans na majora.

Po utworzeniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej wielu ludzi uwierzyło, że obiecane przez Stalina i Zachód wolne wybory będą szansą na zakończenie komunistycznego bezprawia. Zmiany uosabiał premier Rządu RP Stanisław Mikołajczyk. Dlatego latem 1945 r. wiele oddziałów zaprzestało walki zbrojnej, licząc na szansę jawnej działalności. ,,Dzisiaj społeczeństwo oczekuje od prem. Mikołajczyka osłony żołnierzy b.AK przed sowiecką i polską służbą bezpieczeństwa. Społeczeństwo musi żądać sprawiedliwości i uznania dla b.AK” – pisał Delegat Sił Zbrojnych Jan Rzepecki. Stalin jednak nie pozwolił, aby zostały spełnione nadzieje, jakie wiązano z Mikołajczykiem.

Dowodzone przez ,,Zaporę” oddziały zostały rozformowane na przełomie sierpnia i września 1945 r., jednak on sam wraz z podkomendnymi w dalszym ciągu musiał się ukrywać. W październiku 1945 r. podjął próby przedarcia się na Zachód na czele najbardziej poszukiwanych przez UB żołnierzy. Udało się jemu i grupie podkomendnych dotrzeć do Pragi, ale dokonane przez Czechów aresztowania kilku uczestników wyprawy zmusiły go do powrotu do Polski.

Jesienią 1945 r. kiedy na bazie kadr AK-DSZ powstało Zrzeszenie ,,Wolność i Niezawisłość”, Dekutowskiego mianowano dowódca dywersji i oddziałów partyzanckich Inspektoratu WiN Lublin z zadaniami realizacji zadań związanych z czynną samoobroną nie tylko na Lubelszczyźnie, ale także w województwach sąsiednich – rzeszowskim i kieleckim. Działał przy pomocy ruchliwych kilkunastoosobowych oddziałów zbrojnych na obszarze od powiaty lubartowskiego i Zamojszczyzny po powiat tarnobrzeski i wschodnią Kielecczyznę. Wkrótce ,,Zapora” miał pod bronią około 200 żołnierzy.

GLORIA VICTIS

Do legendy przeszły potyczki i zwycięskie starcia zgrupowania ,,Zapory” z UB i KGB oraz wypadowe rajdy partyzanckie. Wiosną i latem 1946 r. w skład zgrupowania ,,Zapory” wchodziło jedenaście oddziałów partyzanckich. Podobnie jak za okupacji niemieckiej Dekutowski bezwzględnie zwalczał przejawy współpracy z reżimem. Podstawą ich działalności było wsparcie ludności miejscowej. Celnie to ujął jeden z żołnierzy ,,Zapory” Zbigniew Matysiak ,, Kowboj”: ,, Nie ma lasów w Lubelszczyźnie. Naszym lasem była polska wieś i polski chłop”.

Sfałszowane wybory utwierdziły dominację komunistów i satelicki charakter państwa. Powstały warunki dla pełnego podporządkowania społeczeństwa, całkowitej likwidacji opozycji niepodległościowej. ,,Zapora” próbował doprowadzić do ujawnienia swoich żołnierzy, o ile będą mieli zagwarantowane bezpieczeństwo. W czerwcu 1947 r. również osobiście się ujawnił, ale zagrożony aresztowaniem podjął wraz z kilkoma żołnierzami kolejna próbę przedostania się na Zachód. Okazało się jednak, że wyjazd był zorganizowaną przez UB prowokacją.

Wszystkich aresztowano na punkcie przerzutowym w Nysie we wrześniu 1947 r.. ,,Zapora” był torturowany i męczony w więzieniu MBP na warszawskim Mokotowie aż do lipca 1948 r. Siedmiokrotnie skazany na karę śmierci na początku 1949 r. próbował zorganizować ucieczkę z więzienia. Wraz z wtajemniczonymi współwięźniami mozolnie wyskrobywał w suficie otwór prowadzący na dach budynku więzienia. Cała akcja została udaremniona przez donos przebywającego w celi więźnia kryminalisty.

,,Zapora” został karnie osadzony w karcerze. Ponownie był poddawany bestialskim torturom. Wkrótce potem- 7 marca 1949 r. – został zamordowany w budynku tego samego więzienia. Rodzinie nigdy nie wydano ciała.

Tekst Instytutu Pamięci Narodowej opublikowany w Dodatku Specjalnym do tygodnika ,,Gazeta Polska”.

Zgoda na umieszczenie tekstu na portalu Internetowym wydana przez Andrzeja Arseniuka, Zastępcy Dyrektora Sekretariatu Prezesa IPN w dniu 11 marca 2010r.

Autor: Maciej Korkuć

Zostaw swój komentarz